„Atomówki – The Powerpuff Girls” – tom 1 – recenzja komiksu

Czasem zapamiętuje się dziwne, zaskakujące sprawy. Chociażby… składniki, które wybrano do stworzenia idealnych dziewczynek! Cukier, słodkości i różne śliczności, a także, przypadkowo, związek X. Jest jeszcze sentyment, chyba najważniejszy element, dzięki któremu Atomówki wciąż mają dla mnie niesłabnącą moc oddziaływania.

atomówki1

Młodociane superbohaterki to oczywiście postacie z serialu animowanego autorstwa Craiga McCrackena. „Atomówki”, których emisja rozpoczęła się w 1998 roku, były po prostu bombowe. Potencjał można dostrzec już zresztą w ich poprzednim wcieleniu. Nic dziwnego, że telewizyjny projekt doczekał się blisko 80 odcinków, a zespół twórców zdobył nagrody Emmy oraz Annie i, przede wszystkim, rzeszę oddanych fanów.

Serialowe „Atomówki”, podobnie jak na przykład „Johnny Bravo” czy „Laboratorium Dextera”, zostały wyprodukowane przez studio Hanna-Barbera na zlecenie Cartoon Network. Jak wiadomo – złote połączenie! Teraz, to znaczy 11 lat po zakończeniu emisji oryginalnego serialu, dostajemy reboot, za który ponownie odpowiadać będzie Craig McCraken. Zainteresowani? Zobaczcie intro! Ale to nie wszystko.

Przecież są jeszcze komiksy. „The Powerpuff Girls Classic”, czyli pierwszy tomik zbiorczy „Atomówek” wydany u nas nakładem Studia JG stanowi idealną, lekką, rozrywkową propozycję dla fanów, którzy chcą sobie przypomnieć epickie zmagania Bójki, Bajki i Brawurki. Ale to także historia dla nowych czytelników. Poszczególne epizody zostały opracowane między innymi przez McCrakena, jak i zastęp innych artystów. Bardzo sprawnych i licznych rzemieślników, którym udało się…

…fenomenalnie odtworzyć ducha animacji. Począwszy od rozwinięcia każdego z epizodów („ach, miasto Townsville!”), zawiązanie intryg i galerii postaci przewijających się w historiach. W sprawdzonej formule znalazło się miejsce dla Mojo Jojo, genialnego szympansa, który sieje destrukcję i zniszczenie czy najbardziej niepokojącego antagonisty, wcielonego diabła, znanego jako On, przez to, że prawdziwe imię jest zbyt straszne do wypowiedzenia. Taki pierun.

Kolorowy chaos, któremu co i rusz przeciwstawiają się Atomówki, to czysta radość. W komiksie są też nieco inne momenty, choćby obyczajówka (likwidacja jakiejkolwiek miłości!), historyjka o wiewiórce z supermocami czy opowieść o tym, jak wyglądałoby Townsville, gdyby wszyscy posiadali supermoce. A zatem Profesor Atomus, Burmistrz, Sara Bella, Panna Keane i inni, zwykli mieszkańcy tego niezwykłego miasta, jako herosi.

girls fight

Twórcy ogniskują uwagę na energetycznych pojedynkach i ciekawie zaaranżowanych pomysłach – choćby motyw z gigantycznymi wcieleniami tytułowych bohaterek, które bawiąc się w wirtualnej grze… niszczą swoje ukochane miasto. Polot i fantazja, a przy tym specyficzny humor. Na przykład problemy Burmistrza z plamą na ubraniach (gdy miasto atakuje monstrualny stwór). Proste, acz chwytające żarciki, czyli element charakterystyczny dla całej serii. I o to chodzi.

powerpuff girls

Cóż powiedzieć? Komiksowe „Atomówki” mają moc. Przede wszystkim przywoływania dobrych wspomnień z kultowej animacji, ale również wywoływania czystego, eskapistycznego doświadczenia. Dynamicznie, kolorowo, komicznie. Rozrywkowa receptura zrealizowana z pasją, najważniejszym elementem udanych historii. Atomowa siła atomówek ewidentnie wciąż działa.

Za egzemplarz komiksu serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Studio JG!

studio jg

Jeden Komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s