„Tales of the Black Freighter” – statek widmo i makabryczna walka o duszę

dnia

Nadeszła pora, aby poznać kolejną diabelską – tak w formie, jak i wymowie – opowieść, która koncentruje niby się to na losach samotnego kapitana statku pogrążonego w żałobie, a tak naprawdę główną bohaterką historii jest Pani Śmierć. Przerażająco… intrygująca.

Tales of the Black Freighter.

W pozostałych rolach występują również inne siły manifestujące się w ludzkim życiu: Szaleństwo, Fatum, Przeznaczenie, Zemsta… wszystkie z sygnalizowanych motywów znajdują swoje odzwierciedlenie w animacji, której tytuł trzeba wreszcie zdradzić. A mowa jest o obrazie „Tales of the Black Freighter”. Szczególna to historia, bo film jest ekranizacją fikcyjnego komiksu “Marooned” czytanego przez chłopca w komiksie “Strażnicy” Alana Moore’a oraz Dave’a Gibbonsa. Powieść graficzna to oczywiście arcydzieło, natomiast niesamowity urok zawiera w sobie również rysunkowe widowisko.

Opowieść – jako rzekło się na początku – przedstawia nam wyjątkowo dramatyczny wyrywek z życia kapitana okrętu, który zostaje zniszczony przez tytułowy Czarny Frachtowiec. Statek z załogą, która wyśpiewuje „chcemy krwi, chcemy więcej krwi” prezentuje się w iście czarci sposób. Kierowany jest niby przez piratów, choć zdaje się, że przez armię nieżywych, a przynajmniej bezdusznych istot. Kwestia duszy – a właściwie walki o ten nieśmiertelny pierwiastek człowieka – stanowi jeden z najważniejszych tematów całego filmu. I nic dziwnego, jako że główny bohater wystawiony jest na szereg moralnie niejednoznacznych prób.

Kapitan jest jedynym ocalałym z masakry, którą urządziły rzezimieszki z Czarnego Frachtowca. Cudem uniknął śmierci, budzi się na opuszczonej wyspie, gdzie jedynymi towarzyszami – oprócz mew – są jego nieżywy towarzysze. A właściwie ich szczątki, z których rozbitek skonstruuje niedługo potem trawę unoszącą się na wodzie za sprawą napompowanych zgniłych gazem ciał… Takim właśnie środkiem transportu wyrusza on do swojego rodzinnego miasta, które może być kolejnym celem ataku drużyny pirackiego statku widmo.

Niesamowicie zrealizowana jest w tym filmie odwieczna walka Dobra ze Złem, które w tym widowisku nabiera jednak bardzo niejednoznacznego charakteru. Ile można poświęcić, aby odkupić swoje winy? Kogo poświęcić, a kogo ocalić? Co stanowi o sile człowieczeństwa? Czy samotność jest równie przerażającą, paraliżującą siłą, co… nieświadomość związana z życiem naszych bliskich? Arcyciekawe, ważne tematy, które podane są w wyjątkowo krwistym sosie sporządzonym z nadnaturalnej grozy. „Tales of the Black Freighter” to historia w równej mierze poetycka, co makabryczna, która powoduje szybsze bicie serducha i skłania do zaskakujących, niekiedy bardzo, refleksji. Diabolo perfecto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s