Przygody wielkiego wezyra Iznoguda, czyli orientalna przygoda i nieziemski humor! – recenzja komiksu

dnia

„Iznogud”, czyli „is no good”, a więc niezbyt dobry! A tak właściwie to po prostu zły. Na pewno złośliwy. Lepiej – nikczemny! To doprawdy diabelski pomysł, aby postacią wiodącą humorystycznej serii (nie tylko) dla najmłodszych uczynić bohatera o czarnym, rzec by można smolistym charakterze. Ale w tym szaleństwie zdecydowanie jest metoda.

Komiksowa seria o przygodach tytułowego wezyra Iznoguda, powiernika kalifa, to najlepszy dowód na to, że potrafimy i chyba nawet czasami skrycie lubimy kibicować małym, niegodziwym, nieszczęśliwym gadzinom społecznym, którzy knują, psotują i złorzeczą. Kimś takim bez wąpienia jest bowiem właśnie charakternik w orientalnym stroju najważniejszego urzędnika na dworze władcy Bagdadu. Cudownie rozrysowano zresztą jedną z krain Bliskiego Wschodu, czego dokonał Jean Tabary, artysta w perfekcyjny sposób wykorzystujący kreskówkowy styl tworzenia rysunków.

Historie spisane piórem Rene Goscinnego, legendarnego scenarzysty, którego komiksowymi dziećmi jest Asterix i Obelix, to bardzo nietypowa perełka z księgozbioru komiksów Egmontu. Bo w krótkich opowieściach o dwulicowym Iznogudzie odnajdujemy w gruncie rzeczy uniwersalne prawdy mówiące choćby o tym, że – jak uczy nas przysłowie – kto dołki kopie, ten sam w nie wpada. Próby detronizacji kalifa dla maluczkiego wezyra kończą się zwykłem, a mimo to Iznogud nie przestaje próbować.

Ale czy można się mu dziwić, skoro zachęcał go do tego sam Rene Goscinny? Francuskiemu scenarzyście udało się bowiem eksperymentować z konwencją spod znaku humoreski, często absurdalnej, opartej na słownych, błyskotliwych gagach mieszając orientalną scenografię ze współczesnymi odniesieniami popkulturowymi. Iznogdu i jego wierny sługa, niezbyt rozgarnięty Pali Bebeh, często w mniej lub bardziej świadomy mrugają do nas okiem. Burzą, ba, detonują symboliczną ścianę dając radość przy odkrywaniu ukrytych znaczeń.

W orientalnych opowieściach odnaleźć można kulturowe tropy, które zapisano choćby w „Księdze tysiąca i jednej nocy”. Szalone przygody, magiczna fauna i flora, dżiny, latające dywany, czarodziejskie istoty, księżniczki, wezyrowie… a wszystko skrzące się od nieprawdopodobnych, intensywnych barw, dzięki którym zmaksymalizowano nastrój nietypowej serii. Pierwszy tom „Iznoguda” to pozycja obowiązkowa w kolekcji każdego szanującego się miłośnika opowieści graficznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s